W tym tygodniu odbyła się lekcja filmowa. Jak zawsze zebrali się członkowie projektu z poszczególnych klas wraz z koordynatorem. ''Tango''.to pierwszy polski film, który otrzymał Oskara w 1982 roku za najlepszy krótkometrażowy film animowany. Reżyserem jest Zbigniew Rybczyński. Cała akcja toczy się w jednym niewielkim pokoju, a jej głównymi aktorami są różne postacie czasowo przebywające w pomieszczeniu, które się nigdy nie spotkają. Każdy z bohaterów, niczym robot, w kółko powtarza te same czynności w rytm muzyki. Dostaliśmy zadanie, aby wypisać wszystkie postacie. Film skłonił każdego z nas do głębszej refleksji. Doszliśmy do jednego wniosku, iż ludzie nie zwracają uwagi na drugą osobę.
Poniżej zamieszczone są zdjęcia ze spotkania. Zapraszamy do obejrzenia.
Blog uczniów Zespołu Szkół Ekonomicznych w Mińsku Mazowieckim biorących udział w projektach filmowych
niedziela, 26 października 2014
wtorek, 21 października 2014
"Miasto 44"
9 października w ramach naszego projektu pojechaliśmy do kina na polski film wojenny w reżyserii Jana Komasy - "Miasto 44".
Film ten opowiada o losach młodych Polaków, żyjących w trudnych czasach okupacji. Główny bohater, Stefan Zawadzki po śmierci ojca decyduje się wziąć udział w powstaniu. Wkrótce poznaje wrażliwą Biedronkę, w której zakochuje się. Ich miłość jest jednym z głównych wątków filmu.
Opowieść ta jest wzruszająca i wywołała w nas wiele emocji. Film ten ukazuje realia i okrucieństwo czasów okupacji niemieckiej, gdzie śmierć czyha na każdym kroku. Zwraca uwagę na postawę młodych ludzi, którzy nie bali się oddać życia za ojczyznę. Po obejrzeniu mogliśmy porównać nasze "beztroskie" czasy z ciężkim życiem młodzieży, która dziś powinna być dla nas wzorem. Choć na chwilę zatrzymaliśmy się i pomyśleliśmy o tylu młodych ludziach, którzy kilkadziesiąt lat temu oddali życie za ojczyznę.
- Kinowa premiera filmu odbyła się 19 września 2014. Wcześniej, 30 lipca, film został zaprezentowany na Stadionie Narodowym przed 15-tysięczną widownią na największym na świecie ekranie sprowadzonym ze Stanów Zjednoczonych.
- Przy realizacji filmu wzięło udział ok. 3 tysięcy statystów.
Film ten opowiada o losach młodych Polaków, żyjących w trudnych czasach okupacji. Główny bohater, Stefan Zawadzki po śmierci ojca decyduje się wziąć udział w powstaniu. Wkrótce poznaje wrażliwą Biedronkę, w której zakochuje się. Ich miłość jest jednym z głównych wątków filmu.
Opowieść ta jest wzruszająca i wywołała w nas wiele emocji. Film ten ukazuje realia i okrucieństwo czasów okupacji niemieckiej, gdzie śmierć czyha na każdym kroku. Zwraca uwagę na postawę młodych ludzi, którzy nie bali się oddać życia za ojczyznę. Po obejrzeniu mogliśmy porównać nasze "beztroskie" czasy z ciężkim życiem młodzieży, która dziś powinna być dla nas wzorem. Choć na chwilę zatrzymaliśmy się i pomyśleliśmy o tylu młodych ludziach, którzy kilkadziesiąt lat temu oddali życie za ojczyznę.
CIEKAWOSTKI:
- Przygotowania do filmu trwały blisko 8 lat.- Kinowa premiera filmu odbyła się 19 września 2014. Wcześniej, 30 lipca, film został zaprezentowany na Stadionie Narodowym przed 15-tysięczną widownią na największym na świecie ekranie sprowadzonym ze Stanów Zjednoczonych.
- Przy realizacji filmu wzięło udział ok. 3 tysięcy statystów.
poniedziałek, 20 października 2014
Nasze gazetki
W tym roku również nie mogłoby zabraknąć naszych gazetek szkolnych. Postanowiliśmy robić cykliczne gazetki o OSCARACH FILMOWYCH. Umieszczane są też informacje o aktualnych hitach filmowych. Poniżej przedstawiam kilka zdjęć z aktualnej gazetki.
sobota, 11 października 2014
Witamy po wakacjach!
Z radością pragniemy ogłosić, że w tym roku nasza szkoła po raz kolejny bierze udział w projekcie Filmoteki Szkolnej. Serdecznie zapraszamy do śledzenia naszych działań na blogu!
Uczniowie ZSE
wtorek, 29 kwietnia 2014
Recenzja filmu "Męska sprawa"
Autorem recenzji jest Damian Szubiński z klasy ID.
To nie nasza sprawa?
(recenzja filmu „Męska sprawa”)
Film
Sławomira Fabickiego pt. „Męska sprawa” został nakręcony w 2001 roku. Jest on
krótką, bo niespełna trzydziestominutową opowieścią o dramatycznym losie
trzynastoletniego chłopca. To film, który trzeba zobaczyć i nie tylko dlatego,
że był nominowany do Oskara w kategorii „Najlepszy krótkometrażowy film
fabularny”. Sławomir Fabicki porusza w nim problem dotyczący znęcania się nad
dziećmi oraz poczucia wstydu u osób doświadczających przemocy w rodzinie.
Akcja tej
etiudy filmowej rozgrywa się w ubogiej łódzkiej rodzinie o modelu 2+2. Ojciec,
w którego rolę wcielił się Marek Bielecki, nie daje dobrego przykładu dzieciom.
Ten były piłkarz-amator, bezrobotny mężczyzna potrafi jedynie leżeć w łóżku,
pić i katować swojego starszego syna, Bartka (Bartosz Idczak). Matka (Katarzyna
Bargiełowska) wobec krzywdy dziecka jest bezradna i niezdolna do działania
niczym plastikowe lalki, których składaniem zarabia na życie. Zupełnie nie
radzi sobie z zaistniałą sytuacją. Nie tylko nie potrafi uchronić syna przed
przemocą, ale nie chce nawet na nią patrzeć - wychodzi do kuchni, nie mogąc
znieść krzywdy dziecka.
Główny
bohater za wszelką cenę pragnie ukryć prawdę przed światem. Wstydzi się tego,
co się dzieje w jego domu. Po męsku znosi wszystkie ciosy zadawane skórzanym
pasem, a zarazem jak każde dziecko wierzy, że jego ojciec się zmieni, że
któregoś dnia przestanie go bić, że nie będzie już dla niego katem.
Pomimo zła,
które spotyka trzynastolatka w domu, a może właśnie na przekór problemom, stara
się żyć normalnie. Jego pasją jest piłka nożna. Trenuje w szkolnej drużynie
prowadzonej przez chorobliwie ambitnego trenera (Mariusz Jakus).To właśnie on
informuje rodziców chłopca o jego umiejętnościach, zainteresowaniach i talencie
sportowym. Jest to jedyny moment w całym filmie, kiedy ojciec okazuje odrobinę
czułości synowi - poklepując go po ramieniu, mówi: „Moja krew”.
Bartek jest
jednak gotów zrezygnować ze swojej sportowej kariery, po to, aby dalej ukrywać
dramatyczną prawdę i chronić swojego oprawcę. Nie chce przebrać się w strój
piłkarski, by trener nie ujrzał na jego ciele śladów po biciu. Ale skrzętnie
skrywana prawda wychodzi na jaw. Nauczyciel wychowania fizycznego siłą zdziera
z chłopca dres, a następnie sam wymierza sprawiedliwość ojcu - tyranowi.
Mimo iż film
pokazuje jedynie trzy dni z życia Bartka, jest to wystarczający czas, aby
bardzo dużo dowiedzieć się o dziecku i jego problemach. Widać jak na dłoni, że
nastolatek to dobry i mądry chłopak. Kocha zwierzęta. Codziennie odwiedza w
schronisku swojego ulubionego psa - Bukieta. Jest to bardzo stare i chore
zwierzę, które wkrótce ma zostać uśpione. Nie ma już nawet siły jeść kanapek,
które Bartek wykrada w szatni kolegom i przynosi przyjacielowi. Widać, że pies
i chłopiec bardzo potrzebują miłości, uczucia i zrozumienia. Zbliża ich do siebie nie tylko doznawana
przemoc, ale także samotność pośród ludzi. Moją uwagę
w szczególności przykuła scena, kiedy Bartek i Bukiet siedzą za siatką w
schronisku i patrzą wielkimi, smutnymi, wilgotnymi oczami w kamerę. Choć są to
oczy dziecka i psa - to wyrażają te same emocje.
Istotną
według mnie, choć słabo zarysowaną kwestią w filmie, jest religijność i głęboka
wiara trzynastolatka. Na początku lekcji religii Bartek zawsze spogląda na
obrazek w katechizmie, który przedstawia postać św. Franciszka. Mogłoby się wydawać,
że to przypadek, nic nieznaczący szczegół, aczkolwiek patrząc na życie
nastolatka z dystansu, można by pokusić się o stwierdzenie, iż chłopak właśnie
z życia świętego czerpie siły na każdy dzień. Wiara daje mu odwagę i może być
dla niego drogowskazem, którego nie otrzymał od rodziny.
Zapewne
wśród widzów znajdą się tacy, którzy stwierdzą, że z czarno-białego filmu „wieje
nudą”, bo nie ma w nim żadnych efektów specjalnych. Jednakże u wrażliwego
widza wyciszony, aluzyjny sposób
ukazania cierpienia Bartka, a także bezradności matki wywołują ogromne emocje.
Ten krótki film z mistrzowską wręcz prostotą i pokazuje życie katowanego
chłopca, który za wszelką cenę próbuje żyć normalnie, ciesząc się ze wspólnej
zabawy na boisku, paląc
w szkolnej toalecie zakazanego papierosa czy poświęcając czas i uwagę przyjacielowi.
w szkolnej toalecie zakazanego papierosa czy poświęcając czas i uwagę przyjacielowi.
Etiuda mocno
krytykuje świat dorosłych. Pokazuje, że zjawisko przemocy w rodzinie istnieje i
nie wolno nam się oszukiwać, że nie ma takiego problemu. Historia Bartka jest
pewnego rodzaju protestem przeciwko społecznej znieczulicy. Uświadamia, iż
osoba doświadczona przemocą domową czuje się bardzo samotna, zraniona,
bezradna, nie skarży się i często właśnie ta cisza jest wołaniem o pomoc. Film stawia
trudne pytanie - jak skutecznie pomóc dzieciom doświadczającym każdego dnia
przemocy w rodzinie? Co zrobić, żeby takich historii zdarzało się coraz mniej?
Recenzje filmu "Cześć, Tereska"
Poniżej zamieszczamy recenzje tego samego filmu, które napisali uczniowie naszej szkoły. Autorzy zostaną nagrodzeni podczas prezentacji kończącej nasz projekt.
Autorem recenzji jest Łukasz Gajewski z klasy IF.
Autorem recenzji jest Łukasz Gajewski z klasy IF.
Recenzja filmu „Cześć, Tereska”
Szare
blokowiska, szare życie i szara rzeczywistość…
To właśnie taki obraz przedstawił w swoim filmie „Cześć, Tereska” Robert
Gliński. W tej niskobudżetowej produkcji reżyser zastosował niekonwencjonalną i pozornie nieciekawą czarnobiałą kolorystykę.
Nie zobaczymy tutaj też niezwykłych efektów specjalnych, wspaniałych ujęć, nie
ma bogatej oprawy muzycznej. Ale
przecież nie to jest w tym filmie
najważniejsze. Jakie aspekty filmu wzbudziły moje zainteresowanie?
Pierwszym z nich jest sprawa aktorów, osób,
które zagrały najważniejsze role w tym filmie. Czy osoba bez doświadczenia
aktorskiego (ba, nawet bez ukończonej szkoły) może osiągnąć sukces? Okazuje
się, że nic nie stoi temu na przeszkodzie. Filmowa Tereska to Aleksandra
Gietner, do tej pory nieznana nikomu dziewczyna, prawdziwy naturszczyk.
Odniosłem wrażenie, jakoby odnajdywała siebie w roli którą odgrywała ( co nie
dziwi widza, który zna jej biografię). Może reżyser zdecydował się na
nierozpoznawalnego aktora też z innych powodów. Wiadomo, że wielcy aktorzy
zapamiętywani są ze swoich kinowych ról, a oglądającym ”pozostaje w głowach”
ich filmowy wizerunek (np. Clint Eastwood – człowiek z Zachodu), choć też
niekiedy staje się on przysłowiową szufladką. Chyba niewiele debiutujących aktorek byłoby
skłonnych do tego, aby ludzie kojarzyli je z obrazami patologii.
Odchudzanie,
obcinanie włosów a nawet operacje mające na celu upodobnienie aktora do
odgrywanej przez niego roli są w hollywódzkich produkcjach na porządku
dziennym. Jednak okazuje się, że najlepszym charakteryzatorem, jak też
nauczycielem jest samo życie. Życie Aleksandry było przecież do tej pory
podobne do filmowego scenariusza. Narkotyki, alkohol, papierosy, przemoc – to codzienność zarówno filmowej jak i
rzeczywistej Oli, która niedługo przed rozpoczęciem zdjęć wyszła z poprawczaka.
W rolę filmowej koleżanki Renaty wcieliła się Karolina Sobczak, również
dziewczyna bez aktorskiego doświadczenia, od małego wychowywana w domu dziecka.
Drugą
rzeczą, na którą zwróciłem uwagę jest historia
dziewczyny pełnej marzeń, ale i borykającej się z różnymi problemami w domu i
szkole. Kiedy Tereska dostaje się do szkoły krawieckiej i styka z nowym środowiskiem od razu wikła się w dziwną przyjaźń z Renatą,
przez którą z grzecznej dziewczynki śpiewającej
w kościelnym w chórze przeobraża się w kogoś zupełnie innego. Wpada w nałogi, zaczyna kraść, po raz pierwszy
zakochuje się – i to w nieszczęśliwy sposób. Film pokazuje, jaki wpływ
na młodego człowieka ma otoczenie i jak łatwo, robiąc małą złą rzecz, pozbyć się zasad moralnych, stać się obojętnym
i nieczułym na innych człowiekiem.
Uważam, że film „Cześć, Tereska”
jest trudny w odbiorze. Według mnie nie warto oglądać go w towarzystwie. Jako
że skłania do czasem niewesołych refleksji, łatwiej jest wczuć się w rolę
głównego bohatera podczas samotnego seansu i dobrze się stało, że w taki sposób mogłem go
pierwszy raz oglądać.
Autorką zamieszczonej poniżej recenzji jest Anna Karczmarczyk z klasy IB.
Autorem następnej recenzji jest ... z klasy I
Autorką zamieszczonej poniżej recenzji jest Anna Karczmarczyk z klasy IB.
Recenzja filmu „Cześć Tereska”
Dramat
psychologiczny to mój ulubiony gatunek filmowy. Widziałam wiele takich filmów,
ale tym, który zapamiętałam szczególnie jest „Cześć Tereska” Roberta Glińskiego.
Pierwszym
zaskoczeniem dla mnie był rok produkcji. Ponieważ film został nagrany na kliszy
czarno – białej, a nie kolorowej, początkowo myślałam, że nakręcono go dawno
temu. Okazało się, że zastosowanie takiej kliszy to celowy zabieg artystyczny - zresztą
bardzo udany.
Druga
niespodzianka : to niezwykłe dzieło ukazuje na pozór zwykłą historię młodej
dziewczyny – tytułowej Tereski i jej problemy życiowe, ale moim zdaniem jest to
film wielowątkowy. Opowiada on także o przemocy w domu, o problemie
alkoholizmu, o rywalizacji młodzieży w szkole, na podwórku i w domu, o moralności
- nie tylko dzieciaków. Bardzo ważnym
wątkiem dzieła jest też samotność, która
dotknęła Edzia, jeżdżącego na wózku pracownika zakładu, gdzie pracowała także
matka Tereski.
Dla
mnie najważniejszy w filmie jest problem zagubienia swojej tożsamości i
odnajdywania się w nowych rolach. Tereska była cichą, ale bardzo uzdolnioną
plastycznie dziewczyną i według dyrektorki szkoły mogła osiągnąć bardzo wiele w
świecie mody jako projektantka. Dlaczego więc zaprzepaściła swoją zawodową
szansę? Gdy młody człowiek wchodzi w nowe środowisko, może się zdarzyć, że nie
jest w nim akceptowany – tak było z Tereską. Chciała się przypodobać dziewczynom, którym obca była empatia i które
miały problem, z tzw. przyzwoitym zachowaniem. Zapewne były to dziewczęta
wywodzące się tak, jak Tereska z domów, w których jest stosowana przemoc lub
gdzie pojawia się alkoholizm. Dlatego główna bohaterka zaczęła się zmieniać i
pod wpływem otoczenia stała się
bezczelna i agresywna. Dokuczyła nauczycielce i wtedy „urosła” w oczach dziewczyn. Zaprzyjaźniła się z Renatą i w imię tej
przyjaźni spróbowała pierwszego papierosa, pierwszy raz się upiła i pierwszy
raz była z chłopakiem.
„Milczenie
jest krzykiem” – taki tytuł nadałabym temu filmowi, ponieważ w momentach, gdy
Tereska miała najwięcej do powiedzenia – milczała. Jej rodzice zamiast wesprzeć
córkę i wysłuchać jej - mam wrażenie- tylko nią gardzili.Gdyby Tereska
wywodziła się z innego domu, mogłaby osiągnąć wiele, ale jej marzenia przestały
się liczyć, kiedy ona sama przestała się liczyć dla swoich domowników. Zamiast
być w domu wolała iść do ludzi, przez których była akceptowana. Ale ta
akceptacja okazała się złudna. Chłopak, z którym Renata poznała Tereskę,
zgwałcił ją w domu, a ona mimo to opisywała ten swój pierwszy raz swojej
przyjaciółce, jak najpiękniejsze przeżycie. Tragedią Tereski jest nie tylko
finalne pobicie pezez nią Edzia, ale także to, że ona sama już nie wiedziała
kim jest i kim chce być. Udawała kogoś, kim nie jest, by tylko być lubianą.
Można ją zrozumieć – ona nie zapomniała o sobie, tylko chciała poczuć się
ważna.
Moim
zdaniem „Cześć Tereska!” jest jednym z najlepszych filmów polskich. Najbardziej
zadziwiające jest w nim to, że młodzi aktorzy, którzy występowali pierwszy raz
przed kamerą zagrali bardzo naturalnie swoje role. Główna bohaterka, jak się
okazało sama była trudną dziewczyną i żyła w domu, gdzie się jej po prostu nie
kochało.
Film był
dla mnie niezapomnianą lekcją. Dobrze, że moje życie nie przypomina życia
Tereski. Przeraża mnie, że w dzisiejszych czasach, tak często przygląda się
krzywdzie, a tak rzadko jej zapobiega. Nie zapominajmy, że przecież każdy z nas
może być tytułową Tereską…
Recenzja filmu "Cześć,
Tereska"
W ostatnim czasie obejrzałam film Cześć,
Tereska, którego reżyserem i scenarzystą jest Robert Gliński. Zdjęcia powstały w 2000 roku na warszawskiej
Pradze. Polska produkcja była wielokrotnie doceniana na krajowych i zagranicznych
festiwalach filmowych. Zdobyła m. in. Orła i Złotą Kaczkę w kategorii Najlepszy
film (rok 2002).
Cześć, Tereska to historia
skromnej, grzecznej, uczęszczającej na lekcje szkolnego chóru dziewczyny, która
marzy o karierze projektantki mody. Matka chcąc zapewnić córce dobrą
przyszłość, możliwość oderwania się od środowiska, w którym przyszło im żyć,
wysyła ją do szkoły krawieckiej. Teresa poznaje tam Renatę. Koleżanka wdraża
uporządkowaną dziewczynę w świat nałogów, drobnych przestępstw, seksu. Do czego
doprowadziło to tytułowa bohaterkę?
Niewątpliwą zaletą filmu są kreacje aktorskie. Zagrało w nim wielu
doświadczonych, potwierdzających swój talent artystów m. in. Zbigniew
Zamachowski (nagrodzony za rolę Edzia Złotą
Kaczką), Krzysztof Kiersznowski, Małgorzata Rożniatowska, Elżbieta
Kijowska. Na uwagę zasługują również młodzi amatorzy. Aleksandra Geitner i
Karolina Sobczak to dziewczyny wywodzące się z takiego środowiska, jakie
przedstawiły w filmie. Odtwórczyni tytułowej Tereski została odkryta przez
reżysera w placówce resocjalizacyjnej. Sam Robert Gliński twierdzi, że
debiutantki nie odgrywają swoich bohaterek, one nimi są. „Są prawdziwe, nic nie
oszukują. Możecie wierzyć, albo nie, ale one są takie naprawdę.” - mówił
reżyser podczas spotkania z dziennikarzami w Gdyni. Film wyróżnia się
autentycznością dzięki współpracy bohaterek w tworzeniu swoich dialogów.
Muzyka w filmie jest ograniczona do naturalnych dźwięków z otoczenia
postaci. Sądzę, że to trafiony zabieg. Oglądając, przeżywając los Tereski nie
potrzeba dodatkowych podkładów i efektów dźwiękowych. Ułatwia to skupienie się
na głównej problematyce filmu, wyłuskanie istotnych szczegółów.
Warto zauważyć, że film, chociaż powstał w czasach kina kolorowego, jest
czarno-biały. Pozwala to wczuć się w smuty charakter produkcji. Szarość
idealnie komponuje się z biedą i brakiem perspektyw na przyszłość. Obraz jest
przez to rzeczywisty, ukazuje przeciętne polskie rodziny z lat 90. mieszkające
w blokowiskach takimi, jakimi były
naprawdę.
Film porusza również problemy społeczne w Polsce. Ojciec - zaglądający do
kieliszka, awanturujący się; matka – biegająca do kościoła, sama dbająca o dom,
a w tle ciągle włączony telewizor, będący jedyną rozrywką. Poza tym młodzież
pijąca alkohol, paląca papierosy, wulgarna, bez planów na przyszłość.
Cześć, Tereska oglądałam z
zapartym tchem. Produkcja uzupełniła moją wizję lat 90. i ówczesnego społeczeństwa.
Zdecydowanie zachęcam do obejrzenia tego filmu. Paradokumentalny charakter
dramatu psychologicznego połączony z wstrząsającą historią Tereski wywołał we
mnie katharsis. Seans skłania do głębokich refleksji. Kiedy film się skończył,
ja dalej siedziałam i nie czułam potrzeby komentowania go, wszystko rozgrywało
się w mojej głowie, w myślach. Polskie
kino, szczególnie w ciągu ostatnich piętnastu lat nie jest obfite w filmy o
podobnej tematyce. Jeśli już takowe powstają, nie zdobywają takiej popularności
jak Cześć, Tereska. Jednak ta
produkcja została zauważona i doceniona przez widzów. Twierdzę, że ten film
każdy dorosły, świadomy człowiek powinien obejrzeć.
Recenzja filmu "Abel twój brat"
Autorką recenzji jest Barbara Frącz z klasy IF.
Recenzja filmu "Abel twój brat"
Dramat psychologiczny w reżyserii
Janusza Nesfetera rozpoczyna się sceną, w której zachrypnięty głos z offu
przedstawia klasę VB z wychowawcą zebraną w ciemnym pomieszczeniu. Narrator
poświęca chwilę każdemu; kamera pokazuje zbliżenie twarzy osoby omawianej w
danej chwili i po kilku sekundach przechodzi do następnej. Na koniec ukazuje
całą klasę w planie pełnym, a chrypiący komentator zadaje pytanie: „Jak to się
stało, że musieli tu przyjść w powszedni dzień?”. Naprawdę bardzo trudno się
domyślić, że przyszli na pogrzeb. Wcale nie widać przecież powagi na ich
twarzach i w ogóle nie da się zauważyć, że zebrali się w kościele.
W dalszej
części filmu poznajemy Karola Matulaka, wrażliwego chłopca wychowanego tylko
przez matkę, który dobrze się uczy, umie śpiewać i recytować wiersze, a przy
tym jest kompletnie nijaki. Nowy uczeń klasy VB od momentu, kiedy się pojawia,
prezentuje postawę, którą można streścić w słowach: „Przepraszam, że żyję”. To
nie jego wina. Matka nauczyła go, że w życiu trzeba być grzecznym, uprzejmym i
pokornym. Zapomniała dodać, że aby przetrwać, trzeba również być pewnym siebie,
asertywnym, zdecydowanym i nie dać sobie dmuchać w kaszę. Zabrakło twardej ręki
ojca, który nie pokazał mu jak bronić swoich racji. W rezultacie Karolek, jak
sam siebie tytułował, wyrósł na irytującą ofiarę losu, która od samego początku
nie przypadła do gustu nowym kolegom (i mnie również). Inni uczniowie
zazdroszczą mu zdolności, którymi się popisuje, zazdroszczą mu życia w
szczęśliwej, choć niepełnej rodzinie oraz troskliwej mamy, która przynosi
synkowi kanapki z kiełbasą, podczas gdy oni muszą się zadowolić smalcem. Mogą
na nim bez przeszkód wyładować swoją frustrację, bo nie dość, że Karolek jest
od nich słabszy fizycznie, to jeszcze nie ma w nim woli walki. Ta dopiero się w
nim obudzi.
Żeby nie
było zbyt nudno, mniej więcej w środku filmu scenarzysta zdecydował się na
wprowadzenie niespodziewanego zwrotu akcji - dręczyciele postanawiają dać
szansę Matulakowi i zakolegować się z nim. Mają z tego konkretne profity -
nieasertywny Karol oddaje im swoje kanapki, zachęcany popełnia drobne kradzieże
czy bije mniejsze dzieci. W okresie „przyjaźni” z łobuzami wychodzi na światło
dzienne jedyna godna uwagi czy nawet podziwu cecha głównego bohatera -
niezwykły upór w dążeniu do celu. Balon, można by rzec szef grupy, sugeruje mu,
żeby zaczął uprawiać gimnastykę - wtedy będzie silniejszy. Karola kusi taka
perspektywa - gdyby był silny i umiał się bronić, nikt by już go nie mógł
pobić, zastraszyć, czy rozebrać do naga i tak kazać wracać do domu. Podjął więc
najtrudniejszą życiową walkę - walkę z samym sobą. Ile razy my postanawiamy sobie,
że od jutra zaczynamy biegać, ćwiczyć, odchudzać się itd.? A ilu z nas wytrwało
w postanowieniu i osiągnęło zamierzony cel? Zdeterminowany Matulak uparcie
realizował plan i wytrwale ćwiczył. I to mu się faktycznie chwali. Niestety,
wzrost siły fizycznej nie szedł w parze ze wzrostem asertywności czy pewności
siebie i bohater pozostał życiową ofermą. Mimo, że w pewnym momencie Matulak
miał możliwość, żeby wlać Balonowi, zabrakło mu odwagi, by to zrobić.
W ostatniej
sekwencji filmu koledzy odwracają się od Karola, bo matka chłopca w końcu
zmusza go, by wydał swoich towarzyszy zabaw (przyjaciółmi ich przecież nie
nazwę) i nie brał całej winy za pewien występek na siebie. W efekcie Matulak
traci pseudokolegów, którzy od nowa zaczynają go dręczyć. Bohater traci chęć do
życia. Choruje na zapalenie opon mózgowych i umiera. Och, jakie to
dramatyczne...
Reasumując -
film miał przesłanie, a nawet kilka, np.: „Nie można nienawidzić i dręczyć kogokolwiek, bo nie
wiadomo, czy będzie nam dany czas na pojednanie”, ale też ostrzeżenie dla
matek: „Nie chrońcie swojego dziecka przed całym złem tego świata, bo i tak
będzie musiało stawić mu czoło”. Tylko co z tego, skoro przesłanie nie miało
jak trafić do widza? Historia Karola była rozwleczona i przez to nużąca - jedna
trzecia scen nie wnosiła absolutnie niczego do fabuły i można by było je w
ogóle pominąć. Główny bohater był nudny, szary, nijaki, nie budził we mnie
żadnych uczuć poza litością. Szanuję go za jedno - za wytrwałość. Ale to
wszystko. Inne postacie też nie prezentowały sobą nic ciekawego, może jedynie
pan Jonasz, pomylony biedak z ulicy, który czasami rozmawiał z chłopcami,
intrygował i niepokoił widza na swój sposób. Dialogi były jałowe, ścieżka
dźwiękowa nawet nie została mi w pamięci. Wreszcie ”gwóźdź do trumny” tego
filmu - śmierć głównego bohatera. Taka bezsensowna śmierć, która nie wiadomo
czemu służyła. Miała wzbudzić we mnie ciepłe uczucia do bohatera? Nie udało
się, bo ta śmierć była przewidywalna, spodziewałam się jej od początku.
Jeżeli
scenarzysta chce, żeby jego historia niosła przesłanie, które trafi do widza,
musi zadbać o ciekawe postaci, dialogi, fabułę. Żadnego z tych elementów nie
zaobserwowałam. Przykro mi to pisać, bo przemoc psychiczna w szkole to nadal
aktualny problem i dobrze by było obejrzeć porządny film na ten temat. Jednak
muszę być sprawiedliwa, zawsze mówię to co myślę i tym razem nie będzie
inaczej. „Abel, twój brat” to wg mnie małowartościowy film i nie warto go
oglądać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
